Od moich urodzin minął tydzień. Jestem z Mesutem właśnie od tego dnia. Na razie to ukrywamy, ale to długo nie potrwa, gdyż fotoreporterzy chodzą za nim. Dziś mamy się przejść po parku. Ubrałam się w czerwoną sukienkę i czarne szpilki. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. Około godziny 12.00 Ozil zapukał do drzwi.
-Gotowa?
-Tak.
-To chodźmy.
-Jak trening?
-A dobrze,a co u ciebie?
-Nic nowego.
-Na co masz dzisiaj ochotę?
-Na spacer.
-Może coś więcej?
-Co proponujesz?
-Kino, kolacja.
-No spoko.
Wędrując po uliczkach parku rozmawialiśmy i się świetnie bawiliśmy, do czasu. Obok drzewa siedział mężczyzna i bacznie nam się przyglądał. Rozpoznałam w nim mojego ojca. Nogi miałam jak z waty. Bałam się o siebie i o Mesuta. Ojciec przybliżał się do nas. Z każdym jego krokiem czułam narastający strach. Mój ojciec był nieprzewidywalny.
-O proszę kogo ja tu widzę?
-Czego chcesz? Co ty tu robisz?
-Jak to czego. Masz wrócić do domu. Przyjechałem po ciebie.
-Nie chcę cię znać.
-Nie zapominaj, że mówisz do ojca.
-Nie jesteś moim ojcem.
-Elisa kto to?-Pierwszy raz w naszej wymianie zdań głos zabrał Mesut.
-To mój ojciec.
-A ty młody chłopcze kim jesteś?
-Chłopakiem Elisy.
-Jak się nazywasz?
-Mesut Ozil.
-Nie wiedziałem, że lubisz typ chłopaków z kolczykami w uszach. Tylko kobiety noszą kolczyki.
-Nic ci do tego kto co nosi, a z resztą mi się to podoba.
-Rodrigo takich rzecz nie nosił. Jest przyzwoitym chłopakiem.
-Zrozum ja nie chcę mieć z Rodrigiem nic wspólnego.
-On jest twoim narzeczonym.
-Co??-Mesut. Szybkim krokiem oddalił się od nas.
-Byłym narzeczonym. Ja go nie kocham. Wynoś się z mojego życia.
-Wedle rozkazu. Córeczko.
Chodziłam po parku, ale nigdzie nie było Mesuta. Nie chcę go stracić.
Oczami Mesuta.
Elisa ma narzeczonego? Nie to nie możliwe. Pojechałem taksówką do domu. Postanowiłem napisać SMS-a do Castanone. -Z nami koniec. Bawisz się mną wiedząc, że masz narzeczonego.Nienawidzę cię.- Kiedy wysłałem wiadomość zadzwoniłem do Crisa.
-Hej.
-Hej co tam? Już się stęskiniłeś za mną?
-Nie. Jest Zuria obok ciebie?
-Tak.
-Daj mi ją.
-Masz.
-Zuria?
-Tak o co chodzi?
-Kto to Rodrigo?
-To były narzeczony Elisy. Zerwała z nim 2 lata temu. A co?
-Nic. Pa.
-Pa.
Rozłączyłem się. Jaki ja jestem głupi.Nie czekając na wyjaśnienia z jej strony zakończyłem nasz związek. Może da się to jakoś odkręcić. W tej samej chwili przyszedł mi SMS od Elisy.-Rodrigo to mój były narzeczony. Nie bawiłam się twoimi uczuciami. Jeśli mnie nienawidzisz to okey. Znikną z twojego życia raz na zawsze. Pamiętaj, że cię kocham. Przykro mi, że uważasz mnie za nielojalną osobę. Masz rację skoro nie masz do mnie zaufania to najlepiej będzie jak się rozstaniemy. Żegnaj- Kiedy to przeczytałem do oczu napłynęły mi łzy. Co ja narobiłem. Muszę ją przeprosić. Postanowiłem pojechać do niej. Droga zajęła mi godzinę przez korki. Dobijałem się do jej drzwi, ale nikt nie otwierał. Niespodziewanie usłyszałem głos sąsiadki.
-Wyjechała.
-Jak to? Kiedy? Gdzie?
-10 minut temu. Wzięła walizki spakowała do taksówki i już jej nie było.
-Dziękuję za wiadomość. Do widzenia.
W 10 minut dotarłem na lotnisko. Przedzierałem się przez ludzi. Było za późno. Zauważyłem tylko jak samoloty odbijają się od płyty lotniska i znikają w chmurach. Teraz czuję, że to prawdziwy koniec naszej baśni. Krótkiej bajki napisanej przez nas samych. Straciłem ją i możliwe, że na zawsze. Już nigdy mogę jej nie spotkać. Nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz