Oczami Elisy.
Samolot wylądował w Anglii. Teraz zaczynam nowe życie. Szkoda, że bez niego. Może lepiej, że tak się stało. Skoro nie miał do mnie zaufania zerwał ze mną. Co ja głupia myślałam, że piłkarz będzie chciał ze mną spędzić całe życie? Nie. To by było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Koniec rozpamiętywania przeszłości. Jestem silną, młodą kobietą, która nie potrzebuje faceta. Nie wszyscy mają szczęście w miłości. Ja go nie miałam i tyle z tego tematu. Teraz muszę wynająć mieszkanie, znaleźć pracę i normalnie żyć. Wyszłam z lotniska. Złapałam taksówkę i pojechałam do najbliższego hotelu. Wynajęłam pokój. Kiedy się w nim znalazłam wzięłam kąpiel i zaczęłam wypakowywać ciuchy. Ubrana, uczesana i wymalowana wyszłam na spacer po Londynie. Obym nie spotkała fotoreporterów. Przechadzając się uliczkami parku analizowałam całe życie i doszłam do wniosku że moje dzieciństwo było zjebane. Do hotelu wróciłam około 20.00. Wzięłam szybką kąpiel i ubrana w piżamę poszłam spać. Obudziły mnie promienie wpadające do pokoju przez okno. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam się, umyłam, uczesałam i wymalowałam. Następnie zeszłam do baru. Zjadłam śniadanie i wróciłam do pokoju. Weszłam na neta. Szukałam mieszkania i pracy. Po 2 godzinach znalazłam. Mieszkanie znajdowało się w Hastings i praca też. Zadzwoniłam do właściciela mieszkania i umówiłam się na spotkanie. Następnie zatelefonowałam do szefa kasyna w Hastings. Tak samo umówiłam się na spotkanie. Jutro mam być w tamtym miasteczku. Resztę dnia spędziłam w pokoju. Następnego dnia spotkałam się z tamtymi mężczyznami. Wszystko poszło po mojej myśli i miałam mieszkanie oraz pracę. Wróciłam do hotelu, spakowałam rzeczy i wyszłam z hotelu i nagle oślepił mnie błysk fleszy. Wiedziałam, że jutro będę w pisemku. Trudno. Zamówiłam taksówkę i chwilę poczekałam na nią. Kilka minut później przyjechała. Droga trwała 2 godziny. Gdy dotarłam na miejsce wyjęłam bagaże i poszłam do mieszkania. To mieszkanie to nie takie mieszkanie bo to ogólnie domek, w którym mieszkają 4 osoby. Mój pokój znajdował się na samej górze. Poznałam współlokatorów. James, Sam i Daniel są naprawdę spoko. Rozpakowałam swoje rzeczy i zeszłam do salonu gdzie wszyscy siedzieli.
-Elisa, a ty to jesteś z tym piłkarzem?
-Nie.
-Jak to?
-Co było, a nie jest nie liczy się w rejestr.
-Uuuuu co zrobił?
-Nie pasowaliśmy do siebie.
Opowiedziałam im co i jak. Zrozumieli mnie. Dziś jest mecz Real Madryt - FC Barcelona. Wszyscy postanowili, że będziemy oglądać. O 20.45 zasiedliśmy przed telewizorem z miską popcornu, chipsami i colą. Zaczęła się pierwsza połowa. Widać było, że Królewscy dawali z siebie wszystko. To poskutkowało. W 89 minucie spotkania bramkę strzelił Mesut. Podbiegł do kamery i podniósł klubową bluzkę. Pod nią miał białą z napisem "Pleace come back to me''.
-Jakie to słodkie. Elisa to dla ciebie.
-Tak oczywiście pewnie do jego byłej to było.
-Ty jesteś jego byłą.
-Wiec dla jego byłej byłej.
-Skomplikowane.
-Sam to nie jest skomplikowane. James to rozumie nie?
-Nie.
-O Boże skim ja żyję?
-Daniela to faceci.
-Masz rację.
Chwilę pogadaliśmy, a potem poszliśmy do swoich pokoi. Byłam zmęczona, więc poszłam spać.
Oczami Mesuta.
-Cris udało się? Myślisz, że oglądała? Powiedz coś.
-Spokojnie. Wrzuć na luz. Na bank oglądała, a teraz leży w łóżku i myśli nad powrotem do Madrytu do ciebie i wogóle.
-Ja nawet nie wiem gdzie ona jest. Co się z nią dzieje? Moze kogoś już ma a ja z siebie robię durnia.
-Na serio pewnie jest wzruszona. Ona cię kocha.
-A ja ją. A może ona wróci do tego całego Rodriga?
-Eee tam dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi.
-Sugerujesz coś?
-Yyy nie. Na pewno będziecie jeszcze razem szczęśliwi.
-Ona nie chce mnie znać.
-Dobra dość. Dzwonię do niej.
-Halo?
Usłyszałem zaspany głos Elisy.
-Cześć. Oglądałaś mecz?
-Cris?
-Tak.
-Oglądałam. Super graliście.
-Wiemy.
-Co za skromność.
-No. Wrócisz do Madrytu?
-Nie.
-Co cię trzyma tam, tam tam gdzie jesteś?
-Praca, dom.
-Niedawno wyjechałaś, a już prace znalazłaś i mieszkanie?
-Jestem zaradną, niezależną kobietą.
-Wow. Nigdy nie wrócisz?
-Kiedyś na pewno.
-Jutro?
-Nie.
-Za tydzień?
-Nie.
-Za miesiac?
-Zobaczy się.
Jest szansa.
-Szansa zawsze jest.
-Obudziłem cię?
-Tak.
-Sorki.
-Spoko.
-Gdzie ty jesteś?
-W Anglii.
-A dokładniej?
-Nie jestem naiwna i ci tego nie powiem.
-Dlaczego naiwna?
-Koło ciebie stoi Mesut i chcesz żeby przyjechał.
-Skąd?
-Strzelałam. Ja kończę nara.
-Pa.
Szansa zawsze jest. Szansa na nas jest. Już nie mogę się doczekać żeby ją zobaczyć za miesiąc. Niespodziewanie do szatni wpadła Zuria.
-Chłopaki paczcie.
-Co?
-Elisa.
-Gdzie?
-Tu.
-A ja myślałem że w Madrycie.
-Ona jest w Londynie.
-Skąd?
-Czasem trzeba coś przeczytać.
-Spoko.
Wiem gdzie jest. Widzę postępy. A może by tak ją odwiedzić? Londyn to duęe miasto. Myśl Mesut, myśl.
Miesiąc później.
Dostałem propozycję wynajęcia na rok od Arsenalu Londyn.Przyjmę bo może kiedyś spotkam w Londynie Elisę. Od ostatniej rozmowie przez telefon nie słyszałem jej. Tęsknię za nią. Od czasu naszego rozstania nie zwracam żadnej uwagi na inne dziewczyny. Brakuje mi jej dotyku, jej śmiechu, jej żartów i wszystkiego co jest z nią związane. W dnie sobie w miarę radze ale w nocy wszystkie wspomnienia wracają. Nasze poznanie, jej urodziny, wypady do kina, spacery, pocałunki i nieszczęsne rozstanie. Ciągle mam przed oczami ten SMS. Kocham ją.
Oczami Elisy.
Coś jest nie tak. Źle się czuję, boli mnie brzuch i głowa. Często jest mi niedobrze. Umówiłam się do lekarza. O godzinie 15.00 byłam na miejscu.Kilkadziesiąt minut później lekarz z powrotem przyszedł do mnie.
-Mam dla pani dobrą wiadomość.
-Słucham.
-Jest pani w ciąży.
-Słucham?
-Nie cieszy sie pani?
-Cieszę tylko, że jestem zaskoczona.
-Ojciec dziecka też pewnie szczęśliwy będzie.
-Na pewno. Który to miesiąc?
-6 tydzień.
-Aha dziękuję.
Chwilę jeszcze byłam w gabinecie, a gdy wyszłam postanowiłam zadzwonić do Zuri.
-Cześć El.
-Hej jesteś sama?
-Nie obok jest Cris i parę innych chłopaków.
-Szkoda.
-Zaczekaj pójdę na górę.
-Ok.
-O co chodzi?
-Lepiej usiądź.
-No już.
-Jestem w ciąży.
-Co?????
-No.
-Jego????
-Tak. Który?
-Szósty tydzień.
-Boże co teraz?
-Nic wychowam sama dziecko.
-Nie możesz rozłączyć ojca z dzieckiem.
-On nawet nie wie, że zostanie ojcem.
-Jeszcze nie.
-Nie mów mu nic.
-Ty mu musisz to powiedzieć.
-Wiem ale teraz nie jestem gotowa.
-Masz kogoś?
-Nie.
-Cieszysz się?
-Tak. Pokochałam to dziecko.
-On na pewno też je pokocha. Przyjedziesz?
-Tak za tydzień.
-Wtedy mu powiesz?
-Spróbuję.
-Grzeczna dziewczynka.
-A co u was?
-A dobrze. Kupiliśmy nowy dom.
-Super.
-Wiesz, że Mesut podpisał kontrakt z Arsenalem na roczne wypożyczenie?
-Ty paczoj.
-Będziecie mieszkać w jednym mieście.
-Własciwie to nie.
-Jak to?
-No bo ja mieszkam w Hastings.
-O ja cały czas daleko od Mesuta. Co z dzieckiem będziecie je na weekendy wypożyczać sobie?
-Nie. Skąd mam wiedzieć czy on chce się zajmować naszym dzieckiem.
-Zaczekaj...-w słuchawce usłyszałam Ozila i Zurie.- Mesut co ty tu robisz? Słyszałem co powiedziałaś. Daj mi ją.-No i usłyszałam samego Masuta.
-Elisa co to ma do cholery znaczyć?
-Słyszałeś.
-Który to tydzień?
-6 co cię to obchodzi?
-Dużo bo to moje dziecko.
-Moje.
-Nasze. Do tego były dwie osoby potrzebne.
-Wiem.
-Gdzie mieszkasz?
-W Anglii.
-Dokładniej.
-Nie tym tonem, jesne?
-Przepraszam poniosło mnie. Powiesz?
-W Hastings.
-Ok. Kocham cię.
-Mesut ja ciebie też, ale nie potrafię być z kimś kto mnie nie chce wysłuchać.
-Jakbyś zareagowała słysząc takie słowa.
-Wysłuchałabym cię.
-Jestem dupkiem.
-Z grzeczności nie zaprzeczę.
-Co będzie z nami?
-Nas nie ma.
-Z dzieckiem.
-Będzie ze mną.
-Chce je widywać, wychowywać, być przy nim kiedy będzie zaczynało chodzić, mówić i ząbkować.
-Będziesz.
-Nie. Ja chcę z nim mieszkać.
-Chcesz mi je zabrać?
-Nie. Ja chcę żebyście zamieszkali ze mną.
-Jak ty to sobie wyobrażasz?
-Chcesz wiedzieć?
-Tak.
-Najpierw zaręczyny, ślub, chrzciny a potem cała wieczność razem z gromadką dzieci.
-Mesut. To nie takie proste.
-Jak to?
-Nie wiem czy ty potrafisz mi zaufać.
-A ty mi?
-Ja ufam przez cały czas.
-Ja też.
-Zwątpiłeś we mnie.
-Ja działałem pod wstrząsem ale nie zwątpiłem.
-Chciałabym ci uwierzyć.
-To uwierz.
-Może kiedyś.
-Teraz, zaraz.
-Nie wywieraj presji.
-Proszę pokochaj mnie tak jak kiedyś.
-Ja cię KOCHAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Ja ciebie też. Najbardziej na świecie. Ciebie i nasze dziecko.
-Cieszysz się, że spodziewamy się potomstwa?
-Najbardziej na świecie. To owoc naszej miłości. Naszej pracy.
-Hahahahahahahahahahahahahahaha.
-Czemu się śmiejesz?
-Pracy powiadasz.
-Yhm. Pracy. Wyczerpującej.
-Ouu rozumiem. Aż tak była wyczerpująca?
-Nawet nie wiesz jak.
-Chyba wiem.
-Spotkamy się w Anglii?
-Dobrze. Kiedy przyjedziesz?
-Za 2 dni.
-Ok.
-Przyjadę po ciebie.
-Po mnie?
-Pojedziemy gdzieś albo pójdziemy na spacer.
-Dobrze.
-Jesteś bardzo ważna dla mnie.
-Ze wzajemnością. Do zobaczenia.
-Pa. Kocham.
piątek, 20 września 2013
niedziela, 1 września 2013
Okropny dzień.
Od moich urodzin minął tydzień. Jestem z Mesutem właśnie od tego dnia. Na razie to ukrywamy, ale to długo nie potrwa, gdyż fotoreporterzy chodzą za nim. Dziś mamy się przejść po parku. Ubrałam się w czerwoną sukienkę i czarne szpilki. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. Około godziny 12.00 Ozil zapukał do drzwi.
-Gotowa?
-Tak.
-To chodźmy.
-Jak trening?
-A dobrze,a co u ciebie?
-Nic nowego.
-Na co masz dzisiaj ochotę?
-Na spacer.
-Może coś więcej?
-Co proponujesz?
-Kino, kolacja.
-No spoko.
Wędrując po uliczkach parku rozmawialiśmy i się świetnie bawiliśmy, do czasu. Obok drzewa siedział mężczyzna i bacznie nam się przyglądał. Rozpoznałam w nim mojego ojca. Nogi miałam jak z waty. Bałam się o siebie i o Mesuta. Ojciec przybliżał się do nas. Z każdym jego krokiem czułam narastający strach. Mój ojciec był nieprzewidywalny.
-O proszę kogo ja tu widzę?
-Czego chcesz? Co ty tu robisz?
-Jak to czego. Masz wrócić do domu. Przyjechałem po ciebie.
-Nie chcę cię znać.
-Nie zapominaj, że mówisz do ojca.
-Nie jesteś moim ojcem.
-Elisa kto to?-Pierwszy raz w naszej wymianie zdań głos zabrał Mesut.
-To mój ojciec.
-A ty młody chłopcze kim jesteś?
-Chłopakiem Elisy.
-Jak się nazywasz?
-Mesut Ozil.
-Nie wiedziałem, że lubisz typ chłopaków z kolczykami w uszach. Tylko kobiety noszą kolczyki.
-Nic ci do tego kto co nosi, a z resztą mi się to podoba.
-Rodrigo takich rzecz nie nosił. Jest przyzwoitym chłopakiem.
-Zrozum ja nie chcę mieć z Rodrigiem nic wspólnego.
-On jest twoim narzeczonym.
-Co??-Mesut. Szybkim krokiem oddalił się od nas.
-Byłym narzeczonym. Ja go nie kocham. Wynoś się z mojego życia.
-Wedle rozkazu. Córeczko.
Chodziłam po parku, ale nigdzie nie było Mesuta. Nie chcę go stracić.
Oczami Mesuta.
Elisa ma narzeczonego? Nie to nie możliwe. Pojechałem taksówką do domu. Postanowiłem napisać SMS-a do Castanone. -Z nami koniec. Bawisz się mną wiedząc, że masz narzeczonego.Nienawidzę cię.- Kiedy wysłałem wiadomość zadzwoniłem do Crisa.
-Hej.
-Hej co tam? Już się stęskiniłeś za mną?
-Nie. Jest Zuria obok ciebie?
-Tak.
-Daj mi ją.
-Masz.
-Zuria?
-Tak o co chodzi?
-Kto to Rodrigo?
-To były narzeczony Elisy. Zerwała z nim 2 lata temu. A co?
-Nic. Pa.
-Pa.
Rozłączyłem się. Jaki ja jestem głupi.Nie czekając na wyjaśnienia z jej strony zakończyłem nasz związek. Może da się to jakoś odkręcić. W tej samej chwili przyszedł mi SMS od Elisy.-Rodrigo to mój były narzeczony. Nie bawiłam się twoimi uczuciami. Jeśli mnie nienawidzisz to okey. Znikną z twojego życia raz na zawsze. Pamiętaj, że cię kocham. Przykro mi, że uważasz mnie za nielojalną osobę. Masz rację skoro nie masz do mnie zaufania to najlepiej będzie jak się rozstaniemy. Żegnaj- Kiedy to przeczytałem do oczu napłynęły mi łzy. Co ja narobiłem. Muszę ją przeprosić. Postanowiłem pojechać do niej. Droga zajęła mi godzinę przez korki. Dobijałem się do jej drzwi, ale nikt nie otwierał. Niespodziewanie usłyszałem głos sąsiadki.
-Wyjechała.
-Jak to? Kiedy? Gdzie?
-10 minut temu. Wzięła walizki spakowała do taksówki i już jej nie było.
-Dziękuję za wiadomość. Do widzenia.
W 10 minut dotarłem na lotnisko. Przedzierałem się przez ludzi. Było za późno. Zauważyłem tylko jak samoloty odbijają się od płyty lotniska i znikają w chmurach. Teraz czuję, że to prawdziwy koniec naszej baśni. Krótkiej bajki napisanej przez nas samych. Straciłem ją i możliwe, że na zawsze. Już nigdy mogę jej nie spotkać. Nigdy.
-Gotowa?
-Tak.
-To chodźmy.
-Jak trening?
-A dobrze,a co u ciebie?
-Nic nowego.
-Na co masz dzisiaj ochotę?
-Na spacer.
-Może coś więcej?
-Co proponujesz?
-Kino, kolacja.
-No spoko.
Wędrując po uliczkach parku rozmawialiśmy i się świetnie bawiliśmy, do czasu. Obok drzewa siedział mężczyzna i bacznie nam się przyglądał. Rozpoznałam w nim mojego ojca. Nogi miałam jak z waty. Bałam się o siebie i o Mesuta. Ojciec przybliżał się do nas. Z każdym jego krokiem czułam narastający strach. Mój ojciec był nieprzewidywalny.
-O proszę kogo ja tu widzę?
-Czego chcesz? Co ty tu robisz?
-Jak to czego. Masz wrócić do domu. Przyjechałem po ciebie.
-Nie chcę cię znać.
-Nie zapominaj, że mówisz do ojca.
-Nie jesteś moim ojcem.
-Elisa kto to?-Pierwszy raz w naszej wymianie zdań głos zabrał Mesut.
-To mój ojciec.
-A ty młody chłopcze kim jesteś?
-Chłopakiem Elisy.
-Jak się nazywasz?
-Mesut Ozil.
-Nie wiedziałem, że lubisz typ chłopaków z kolczykami w uszach. Tylko kobiety noszą kolczyki.
-Nic ci do tego kto co nosi, a z resztą mi się to podoba.
-Rodrigo takich rzecz nie nosił. Jest przyzwoitym chłopakiem.
-Zrozum ja nie chcę mieć z Rodrigiem nic wspólnego.
-On jest twoim narzeczonym.
-Co??-Mesut. Szybkim krokiem oddalił się od nas.
-Byłym narzeczonym. Ja go nie kocham. Wynoś się z mojego życia.
-Wedle rozkazu. Córeczko.
Chodziłam po parku, ale nigdzie nie było Mesuta. Nie chcę go stracić.
Oczami Mesuta.
Elisa ma narzeczonego? Nie to nie możliwe. Pojechałem taksówką do domu. Postanowiłem napisać SMS-a do Castanone. -Z nami koniec. Bawisz się mną wiedząc, że masz narzeczonego.Nienawidzę cię.- Kiedy wysłałem wiadomość zadzwoniłem do Crisa.
-Hej.
-Hej co tam? Już się stęskiniłeś za mną?
-Nie. Jest Zuria obok ciebie?
-Tak.
-Daj mi ją.
-Masz.
-Zuria?
-Tak o co chodzi?
-Kto to Rodrigo?
-To były narzeczony Elisy. Zerwała z nim 2 lata temu. A co?
-Nic. Pa.
-Pa.
Rozłączyłem się. Jaki ja jestem głupi.Nie czekając na wyjaśnienia z jej strony zakończyłem nasz związek. Może da się to jakoś odkręcić. W tej samej chwili przyszedł mi SMS od Elisy.-Rodrigo to mój były narzeczony. Nie bawiłam się twoimi uczuciami. Jeśli mnie nienawidzisz to okey. Znikną z twojego życia raz na zawsze. Pamiętaj, że cię kocham. Przykro mi, że uważasz mnie za nielojalną osobę. Masz rację skoro nie masz do mnie zaufania to najlepiej będzie jak się rozstaniemy. Żegnaj- Kiedy to przeczytałem do oczu napłynęły mi łzy. Co ja narobiłem. Muszę ją przeprosić. Postanowiłem pojechać do niej. Droga zajęła mi godzinę przez korki. Dobijałem się do jej drzwi, ale nikt nie otwierał. Niespodziewanie usłyszałem głos sąsiadki.
-Wyjechała.
-Jak to? Kiedy? Gdzie?
-10 minut temu. Wzięła walizki spakowała do taksówki i już jej nie było.
-Dziękuję za wiadomość. Do widzenia.
W 10 minut dotarłem na lotnisko. Przedzierałem się przez ludzi. Było za późno. Zauważyłem tylko jak samoloty odbijają się od płyty lotniska i znikają w chmurach. Teraz czuję, że to prawdziwy koniec naszej baśni. Krótkiej bajki napisanej przez nas samych. Straciłem ją i możliwe, że na zawsze. Już nigdy mogę jej nie spotkać. Nigdy.
środa, 24 lipca 2013
Niespodzianka
Miesiąc później.
Dziś są moje urodziny. Mam wolne więc postanowiłam wypocząć po ciężkich tygodniach pracy. Usadowiłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor. Może oglądałam film jakieś pół godziny bo zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się numer Zurii.
-No hej co tam?
-Spoko właśnie odpoczywam i oglądam film.
-Aha więc nic takiego. Ubieraj się w sukienkę i za godzinę masz być gotowa. Jasne.
-Tak. A jeśli można wiedzieć to po co?
-Nie można. Pa. A raczej do zobaczenia.
Rozłączyła się. Ubrałam się w sukienkę, zrobiłam makijaż i zrobiłam sobie fryzurę. Przygotowanie zajęło mi 45 minut. Przez 15minut czekałam na przyjaciółkę. W końcu się pojawiła. Nie była sama. Okazało się, że przyjechał z nią Junior. Bardzo się ucieszyłam gdyż uwielbiałam tego trzyletniego chłopca. Przywitałam się z przyjaciółką i dzieckiem. Miałam wielką ochotę zapytać się Zurii gdzie mnie zabiera. Po 30 minutach jazdy dotarliśmy do domu państwa Aveiro. Moja przyjaciółka oddała dziecko niani i znów wsiadła do auta. Już nie wytrzymałam.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz to jest niespodzianka.
-Chociaż miła?
-Bardzo. Na pewno się ucieszysz.
-Taaaaa już widzę moją radość po tym jak mnie wywieziesz na jakieś odludzie i odjedziesz.
-Przejrzałaś mnie. A tak na poważnie to już nie daleko.
-Swietnie.
-Optymistka. Mówił ci ktoś, że ci w zielonym jest pięknie?
-Nie, dzięki.
-Proszę.
Chwilę później stałyśmy przed klubem. Dziwne bo był zamknięty.
-Zuria nie chce narzekać ale impreza się nie odbędzie bo nie ma gdzie.
-Jest nie wymiękaj. Klub tylko do naszej dyspozycji.
-Nie ma to jak zabawa we dwie w ogromnym lokalu.Twój tok myślenia mnie dobija.
-Nie będziemy same.
-To żeś mnie pocieszyła.
-Hah nie denerwuj się.
Poczekałyśmy jeszcze chwilę i już chciałam wracać kiedy drzwi lokalu się otworzyły i wyłonił się barman. Ruchem dłoni zaprosił nas do środka. Musze przyznać sala do której nas zaprowadził wyglądała bajecznie. Po bokach stało 6 stolików. Wspaniały barek… chwila 6 stolików? Coś tu nie gra przy każdym 4 krzesła. Dziwne, zawsze myślałam , że Zuria ma odbicia ale nie aż takie. Razem z przyjaciółką usiadłyśmy przy stoliku, który znajdował się najbliżej parkietu i barku. Po kilku minutach oczekiwań przyjechał Cristiano i Mesut. No to się zapowiada zabawa że normalnie nie wytrzymam. Chwile później zaczęli napływać inni goście. Tak naprawdę to ich do końca nie znałam. To byli piłkarze z partnerkami i trener z żoną. Nagle wszyscy podeszli do mnie i zaczęli się witać, przedstawiać i składać życzenia urodzinowe. Na końcu podeszli do mnie Cris i Zuria.
-Wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję.
-No i jak podoba się impreza?
-Jakbym znała wszystkich to by było zajebiście, ale nie narzekam.
-Ok. A więc czas na tańce.
Cris włączył muzykę i porwał swoją żonę do tańca w ich ślad poszli inni piłkarze. Musze przyznać , że świetnie grają i tańczą. W Sali było duszno więc wyszłam na zewnątrz. Chwilę później usłyszałam kroki. Pewnie komuś też się zrobiło duszno. Obróciłam się i zobaczyłam Mesuta.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
-Dzięki.
-Chcesz szampana?
-Jasne.
-A więc czym się zajmujesz?
-Jestem modelką. Nie spełnioną modelką.
-Dlaczego?
-Nie po to kończyłam studia żeby teraz na wybiegu chodzić i pokazywać nowe trendy w modzie. Założę się ze nie widziałeś tych strojów co ja. Wielkie kapelusze dziwne sukienki albo inne takie. A najgorsze są buty. Są tak nie wygodne że jak wracam do domu to marze o kapciach.
-Aha. Ciekawa teoria. Kapcie mówisz na pewno pluszowe.
-Tak oczywiście. A co może mi powiesz że korki są nie wygodne?
-Są.
-Nie kłam wiem że są bardzo wygodne.
-Tak a skąd to wiesz?
-To mój mały, słodki sekret.
-Ej mów zaraz.
-Sekret za sekret.
-Ok.
-Zaczynaj.
-Mam słabość do lodów waniliowych. Tego to nikt nie wie. Teraz twoja kolej.
-No dobra a więc lubię pokopać piłkę i nie ukrywam że umiem i lubię grać .
-Wow dziewczyna lubiąca piłkę niesamowite.
-Poprawka. Dziewczyna grająca w podstawowym składzie damskiej dróżyny w Meksyku na pozycji napastnika.
-Ok. Dlaczego tego nie kontynuujesz ?
-Nie wiem. Ale chyba nie mam czasu.
-Ja mam codziennie czas.
-Zabawne.
-Wrócisz kiedyś do Meksyku?
-Nie nigdy.
-Dlaczego?
-Kolejny sekret ale mniej zabawny.
-Powiedz zrobi ci się lżej na tym twoim sercu.
- Obiecaj że nikomu nie powiesz.
-Obiecuję.
-Nie wrócę przez ojca. Od kąt pamiętam bił mnie i mamę. Ale jej nie ma. Dopiero kilka miesięcy temu tu przyjechałam. Kiedyś była taka sytuacja że mnie tak pobił że wylądowałam w szpitalu i lekarze walczyli o moje życie.
-To okropne. Co za łajdak. Dlaczego go nie wsadziłaś za kratki?
-Jest bardzo poważanym człowiekiem i nikt by mi nie uwierzył.
-No ale są dowody. Byłaś w szpitalu.
-Powiedział, że miałam wypadek samochodowy. A zresztą przyjaźni się z komendantem i dyrektorem szpitala.
-Nie miałaś kolorowo w życiu.
-Nie i tylko piłka nożna pomogła mi oderwać się od życia.
-To bardzo smutne co przeżyłaś.
-Trochę.
-Jesteś bardzo silna. Chcesz zapomnieć o jego istnieniu. Rozpocząć nowe życie. Czerpać z niego ile się da.
-Chce po prostu być szczęśliwa.
-Wierzę.
Oczami Mesuta.
Kiedy mi to opowiadała poczułem że muszę ją ochronić przed złem tego świata. Chciała być szczęśliwa. Pragnąłem dać jej to szczęście. Nagle zawładnęło mną wielkie pożądanie. Nie panowałem nad swoimi czynami. Po prostu ją pocałowałem. Czułem jej wargi. Ta czułość przeradzała się w namiętność. Ja ją odczuwałem i ona chyba też. Jej zapach roznosił się w powietrzu. Wydawało mi się, że to sen ale to nie był sen ta piękna istota stała blisko mnie i oddawała moje pocałunki. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie ale nie było nam to dane gdyż rozdzwonił jej się telefon. Przerwała nasz „spacer” po rozkoszy. Odebrała a chwilę później się rozłączyła i zrobiła się blada jak ściana.
-Kto to był?
-Mój ojciec.
-Ten łajdak. Czego chciał?
-Składał życzenia i chciał żebym wróciła. Boje się go. Po prostu się go boję.
-Nie denerwuj się wszystko będzie dobrze. Obronie cię przed nim.
-Nie mogę cię do tego mieszać to zbyt niebezpieczne. On cię może zranić.
-Nie martw się o mnie. Nic mi nie będzie. Nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził.
-Jesteś kochany.
Znów ją pocałowałem. Było tak jak wcześniej. Wspaniale. Czułem się tak jak nigdy. Ta dziewczyna była niesamowita i wspaniała. Widziałem jak wygląda z Juniorem. Chciałem żeby pewnego dnia siedziała na kanapie w naszym domu z naszym synem lub naszą córką. Chciałem być dla niej jedynym facetem na świecie. A ona będzie moją jedyną kobietą. Pomimo, że znamy się krótko to ja ją już pokochałem. Chcę żeby była matką moich dzieci i kobietą, która będzie mnie pocieszała w trudnych chwilach, będzie cieszyć się ze mną miłymi chwilami. Ja chce być dla niej wsparciem, przyjacielem i kochankiem. Pragnę ją pocieszać i cieszyć się z nią. Być dla niej kimś więcej niż życiowym partnerem. Byłbym dla niej jedynym i wspaniałym facetem. Chcę ją ochronić przed jej ojcem. Jakby się udało to byłby moim teściem. Jak o tym myślałem to aż ciarki mnie przeszyły. Chcę się dowiedzieć o niej wszystkiego. Kiedy się od siebie oderwaliśmy mięliśmy obydwoje przyśpieszone oddechy.
-Chciałem się dowiedzieć o tobie wszystkiego?
-No to co chcesz wiedzieć?
-Kiedy się urodziłaś?
-11.10.1992.
-Jaki jest twój ulubiony kolor?
-Mam 3.
-Jakie?
-Biały, złoty i granatowy.
-Barwy Realu Madrid.
-No tak. Ten klub lubię najbardziej.
-A jakiego piłkarza najbardziej lubisz?
-No nie wiem.
-Ej.
-No to zgadnij.
-Jakaś podpowiedź?
-Słodki, miły, kochany i przystojny.
-No to nie wiem. Coś więcej?
-Ma śliczne, duże oczy i zajebisty piękny uśmiech.
-No nie wiem może masz więcej podpowiedzi?
-Niezbyt inteligentny.
-WTF. No to Cris, ale on to żonaty jest.
-Nie. To ty głuptasie.
-Wiedziałem.
-Taaa jasne.
-No tak. Nie wierzysz?
-Wierze.
-Ulubiony kwiat?
-Róża.
-Jest tak samo piękny jak ty.
-Lubisz mówić komplementy.
-Tylko tobie.
-Bo uwierzę.
Ostatnie pytanie. Co studiowałaś?
-Psychologię sportową.
-Nieźle pani psycholog.
-Ha ha ha . Masz dziewczynę?
-Nie a ty chłopaka?
-Nie. Dużo ich pewnie było co?
-4 a u cb?
-2
Taka piękność tylko 2 wyrwała.
-No tak a co? Wolałbyś żebym miała ich 300 co?
-Nie bo bym miał konkurencje.
-Aha. Rozumiem.
Ochłodziło się więc weszliśmy do środka. Zaczęliśmy tańczyć. Można powiedzieć że przetańczyliśmy całą noc. Gdy impreza się skończyła zamówiłem taksówkę. Odwiozłem ją do domu. Kiedy chciała już wychodzić pociągnąłem ją w moją stronę i namiętnie pocałowałem. Jestem pewien że to był najlepszy jak do tej pory dzień. Właściwie to najwspanialsza doba mojego życia.
czwartek, 27 czerwca 2013
Przygotowania do ślubu
Minął miesiąc odkąd przyjechałam do Madrytu. Znalazłam pracę jako modelka. Ten zawód mnie nie spełnia, ale trudno się mówi. Zuria kupiła już suknię zresztą ja też. Wszystko było gotowe. Było widać miłość pomiędzy moją przyjaciółką, a piłkarzem. Miał słodkiego synka. Niestety nie poznałam jeszcze świadka, a szkoda ciekawi mnie jaki jest. Dziś miałam wolne, więc poszłam na zakupy. Wyprowadziłam się od koleżanki i wynajęłam swoje cztery kąty. Mieszkanie znajdowało się niedaleko stadionu. Wszystko mi się ułożyło. Pomału zapominam o moim ojcu. Wiem jedno. Nigdy nie zapomnę tego co zrobił.
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Dziś jest ślub mojej przyjaciółki. Wygląda zjawiskowo. Pojechałyśmy pod mały kościółek limuzyną. Udałyśmy się podpisać papiery. Godzinę później z kościoła wyszli szczęśliwi państwo młodzi. Okazało się, że świadkiem był Mesut Ozil. Wywarł na mnie dobre wrażenie. Udaliśmy się do domu weselnego. Państwo młodzi zatańczyli pierwszy taniec, a ja wtedy zajmowałam się dzieckiem Crisa.
-Ciociu?
-Tak.
-Gdzie jest wujek Mesut?
-Nie wiem, poszukamy go dobrze?
-Tak.
Okazało się że był na zewnątrz.
-Mesut ktoś do ciebie przyszedł.
-Tak a kto?
-Jaaaaaaa- ucieszył się chłopiec
-No to ja was zostawiam.
-Nie ciociu, chodź.
-Nie daj się prosić.
-No nie wiem.
-Plose. Ciociu chodź do nas.
-No dobrze. Już idę.
Była 22:00. Mały usypiał na rękach Ozila.
-Mesut daj mi go to zaniosę go do pokoju.
-Nie trzeba ja to zrobię.
-Jak chcesz. Wiesz gdzie ma pokój?
-Tak. Jasne.
-To ok.
Stałam tak na tarasie przez dłuższą chwilę.
-Śpi jak aniołek.
-To świetnie.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję. Ty też.
-Skąd jesteś?
-Z Meksyku.
-Aha. Zrobiło się chłodno może wejdziemy do środka.
-Tak.
Wróciliśmy. Zajęliśmy miejsca przy stoliku. Para młoda wywijała na parkiecie. Kiedy piosenka się skończyła do mikrofonu padły słowa wypowiedziane przez muzyka.
-A teraz na parkiet proszeni są świadkowie.
Razem z Mesutem zaczęliśmy tańczyć.
-Dobrze tańczysz.
-Dzięki ty też Elisa.
-Od ilu lat mieszkasz w madrycie?
-Od 2 a ty od kiedy?
-Od 2 miesięcy.
-Aha. Tęsknisz za Meksykiem?
-Nie. Nic mnie tam nie trzymało. Nie żałuję podjętej decyzji o przeprowadzce.
Wesele było wspaniałe. Pojechałam do siebie do domu o 07:30. Od razu poszłam się wykąpać i spać.
Suknia Elisy na weselu i ślubie.
fryzura
makijaż.
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Dziś jest ślub mojej przyjaciółki. Wygląda zjawiskowo. Pojechałyśmy pod mały kościółek limuzyną. Udałyśmy się podpisać papiery. Godzinę później z kościoła wyszli szczęśliwi państwo młodzi. Okazało się, że świadkiem był Mesut Ozil. Wywarł na mnie dobre wrażenie. Udaliśmy się do domu weselnego. Państwo młodzi zatańczyli pierwszy taniec, a ja wtedy zajmowałam się dzieckiem Crisa.
-Ciociu?
-Tak.
-Gdzie jest wujek Mesut?
-Nie wiem, poszukamy go dobrze?
-Tak.
Okazało się że był na zewnątrz.
-Mesut ktoś do ciebie przyszedł.
-Tak a kto?
-Jaaaaaaa- ucieszył się chłopiec
-No to ja was zostawiam.
-Nie ciociu, chodź.
-Nie daj się prosić.
-No nie wiem.
-Plose. Ciociu chodź do nas.
-No dobrze. Już idę.
Była 22:00. Mały usypiał na rękach Ozila.
-Mesut daj mi go to zaniosę go do pokoju.
-Nie trzeba ja to zrobię.
-Jak chcesz. Wiesz gdzie ma pokój?
-Tak. Jasne.
-To ok.
Stałam tak na tarasie przez dłuższą chwilę.
-Śpi jak aniołek.
-To świetnie.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję. Ty też.
-Skąd jesteś?
-Z Meksyku.
-Aha. Zrobiło się chłodno może wejdziemy do środka.
-Tak.
Wróciliśmy. Zajęliśmy miejsca przy stoliku. Para młoda wywijała na parkiecie. Kiedy piosenka się skończyła do mikrofonu padły słowa wypowiedziane przez muzyka.
-A teraz na parkiet proszeni są świadkowie.
Razem z Mesutem zaczęliśmy tańczyć.
-Dobrze tańczysz.
-Dzięki ty też Elisa.
-Od ilu lat mieszkasz w madrycie?
-Od 2 a ty od kiedy?
-Od 2 miesięcy.
-Aha. Tęsknisz za Meksykiem?
-Nie. Nic mnie tam nie trzymało. Nie żałuję podjętej decyzji o przeprowadzce.
Wesele było wspaniałe. Pojechałam do siebie do domu o 07:30. Od razu poszłam się wykąpać i spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)