MIESIĄC PÓŹNIEJ
Dziś jest ślub mojej przyjaciółki. Wygląda zjawiskowo. Pojechałyśmy pod mały kościółek limuzyną. Udałyśmy się podpisać papiery. Godzinę później z kościoła wyszli szczęśliwi państwo młodzi. Okazało się, że świadkiem był Mesut Ozil. Wywarł na mnie dobre wrażenie. Udaliśmy się do domu weselnego. Państwo młodzi zatańczyli pierwszy taniec, a ja wtedy zajmowałam się dzieckiem Crisa.
-Ciociu?
-Tak.
-Gdzie jest wujek Mesut?
-Nie wiem, poszukamy go dobrze?
-Tak.
Okazało się że był na zewnątrz.
-Mesut ktoś do ciebie przyszedł.
-Tak a kto?
-Jaaaaaaa- ucieszył się chłopiec
-No to ja was zostawiam.
-Nie ciociu, chodź.
-Nie daj się prosić.
-No nie wiem.
-Plose. Ciociu chodź do nas.
-No dobrze. Już idę.
Była 22:00. Mały usypiał na rękach Ozila.
-Mesut daj mi go to zaniosę go do pokoju.
-Nie trzeba ja to zrobię.
-Jak chcesz. Wiesz gdzie ma pokój?
-Tak. Jasne.
-To ok.
Stałam tak na tarasie przez dłuższą chwilę.
-Śpi jak aniołek.
-To świetnie.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję. Ty też.
-Skąd jesteś?
-Z Meksyku.
-Aha. Zrobiło się chłodno może wejdziemy do środka.
-Tak.
Wróciliśmy. Zajęliśmy miejsca przy stoliku. Para młoda wywijała na parkiecie. Kiedy piosenka się skończyła do mikrofonu padły słowa wypowiedziane przez muzyka.
-A teraz na parkiet proszeni są świadkowie.
Razem z Mesutem zaczęliśmy tańczyć.
-Dobrze tańczysz.
-Dzięki ty też Elisa.
-Od ilu lat mieszkasz w madrycie?
-Od 2 a ty od kiedy?
-Od 2 miesięcy.
-Aha. Tęsknisz za Meksykiem?
-Nie. Nic mnie tam nie trzymało. Nie żałuję podjętej decyzji o przeprowadzce.
Wesele było wspaniałe. Pojechałam do siebie do domu o 07:30. Od razu poszłam się wykąpać i spać.